ah, i prawie zapomniałam, update do marzeń: mam marzenie... jedno małe maleńkie: zacząć znów pisać i wydać wiersze. Drugie natomiast ogromne... i zrobię wszystko byś był szczęśliwy, chociaż wiem że z taką wariatką to bardzo trudne :)
A zieleń niech zostanie, niech obudzi nadzieje na lepsze jutro :)
Gdzie mam uciec po raz kolejny od tego co czuję. Schować się najgłębiej jak się da. Coraz trudniej za każdym razem, brakuje miejsca, brakuje tchu, brakuje...
Nie umiem.
Kocham Cię.
"Just gonna stand there
And watch me burn But that's alright Because I like The way it hurts..."
Ile razy można wracać do tego samego snu? Powtarzać scenariusz znany na pamięć, rozkładać na kawałki poszczególne jego części? A wszystko z dokładnością co do sekundy. I każdy zarys staje się coraz bardziej ostry, smak wyraźniejszy, zapach wkręcający się w nozdrza. Dlaczego wciąż wraca, znęca się... nęci...
"All of my hate cannot be found I will not be drowned by your thoughtless scheming So you can try to tear me down Beat me to the ground I will see you screaming "
Zapadłam w sen zimowy. Poczekam na wiosnę, aż minie mróz, aż stopnieje śnieg. Poczekam na ciepłe słońce i pierwsze pąki liści i kwiatów. Zieloną trawę... Obudź mnie... jak przyjdzie.
Spoglądam w lustro. Unikam swojego spojrzenia. Patrzę wszędzie tylko nie w siebie. Wiem... wiem co mi kazałeś zrobić. Robię to. Staję sama przed sobą i patrzę. Patrzę w ten zimny błękit. I chyba tego się najbardziej bałam, tego co w nim ujrzę.
Sen. Powtarzał się bardzo często. Za każdym razem budziłam się po nim ciężko przerażona. Jeszcze długo w ciągu dnia uspokajałam samą siebie, że to TYLKO sen. Upewniałam się, że to co mam istnieje naprawdę. Jak wiele razy musiał się powtórzyć żebym w końcu zrozumiała jego znaczenie? A teraz? Czy teraz znowu śnię?
Pachniał pożądaniem. Nie potrafiła jedynie wyczuć czy to było jej pożądanie czy jego. Oba zapachy mieszały się ze sobą tworząc niepowtarzalną harmonijną całość. Wtuliła się w niego wiedząc, że chwile jakie zostały im dane nie będą trwały wiecznie. W zasadzie to już ich nie mieli. Otulona mocno jego skrzydłami siedziała z głową opartą na ramieniu. Nie chciała go tak zostawiać. Bała się nawet pomyśleć co stanie się gdy jego zabraknie. Zamknęła mocno oczy i odgoniła od siebie złe myśli. - Jestem Twoja, zawsze będę... - szepnęła mu cicho do ucha. Nie czekała nawet co jej odpowie. Nie chciała słyszeć zapewnień które i tak nijak się miały do rzeczywistości. Wysunęła się z niechęcią z jego objęć i stanęła na krawędzi skały. Rozłożyła swoje skrzydła i odleciała. Jak najdalej.
Jestem toksyczna. Taka sama jest znajomość ze mną. Ostrzegałam Cię przed tym.... ale nie słuchałeś. Ostrzegaliśmy Cię oboje. Zawsze musisz wszystko po swojemu. A ja ranię krok za krokiem. Nie wiem co będzie dalej, daj mi odetchnąć. Przepraszam.
" bo jesteś nieprzewidywalna i to jest komplement :-))) " Jestem nieprzewidywalna nawet sama dla siebie.
Smoku.... tylko Ty ze mną wytrzymujesz, dziękuję :*
"I hold my breath and check the time One minute no collapse..."
Chciałabym powiedzieć Ci to co pragniesz usłyszeć. Ale miliony słów jakie cisną się na usta nie pozwalają stworzyć jednego sensownego zdania. Nie potrafię tego zatrzymać chociaż wszystko we mnie krzyczy żebym to zrobiła. I nie krzywdziła. Ciebie. Siebie. Ale czy ja chcę się zatrzymać? Tutaj gdzie jestem? Teraz? Cofnąć się? Chyba już nie umiem, chyba... nie chcę... Nie tak miało być.
"To nie jest miłość. " Pomyślała po raz setny w ciągu tego dnia. "Sama to stworzyłaś" Przesunęła dłonią po niesfornie opadającej grzywce. "Nie bądź głupia." Przysiadła z filiżanką herbaty w dłoniach i zatopiła się we własnych myślach. " T o . n i e . j e s t . m i ł o ś ć . " Spojrzała na zegarek. Było sporo po północy.Wzięła telefon i wybrała numer.
Miłość boli. Jak diabli. Zbędne uczucie. Nikomu do niczego niepotrzebne. Osłabiające otępiające. Nie chcę go więcej czuć, doświadczać. Tylko dlaczego do cholery nie potrafię wyrzucić Ciebie z mojego serca? Dlaczego choćbym się szarpała i wydrapywała to nic nie daje? Nie pomaga? A z każdym dniem zakorzenia się głębiej i głębiej. Nie daje żyć. Nie daje oddychać. Nie daje myśleć. Nie potrafię powiedzieć że nic się nie stało. Nie potrafię oszukiwać samej siebie. Nie chcę zapadać się głębiej i głębiej nie widząc dna. A może już na nim jestem? Da się upaść niżej? Nie widzę światła nad sobą. Nawet nie chcę go widzieć.
Kolejna noc bez snu.
"Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół nie ma Cię i nie wiem już gdzie jesteś ale dobrze, że nie wiesz co u mnie bo pękło by Ci serce."
"A gdy moja miłość zgaśnie, gdy naprawdę będę chciał iść sam Gdy bez Ciebie będzie łatwiej Gdy bez Ciebie będę mógł być tam, gdzie mieliśmy iść razem - zawsze Gdy przestaniesz tak naprawdę znaczyć już cokolwiek dla mnie Gdy przestanę myśleć o czym myślisz i gdzie idziesz Gdy to stanie się nieodwracalne Gdy stąd wyjdziesz Gdy nie będę już tak bardzo chciał Cię widzieć Gdy nie będę chciał Cię słuchać Gdy nie będę z Tobą milczeć"
Są takie chwile kiedy jedynie muzyka przynosi ukojenie. To jest właśnie jeden z takich momentów. Tak bardzo bym chciała, żeby to co czuję nie było moje. Tak byłoby o wiele prościej. Odsunąć się. Nie czuć. Nie myśleć. Nie mam już siły odpychać od siebie tego wszystkiego. Nie mam siły na nic.