Nie znałeś...
09:02 | Author: Fairth
Po raz ostatni spójrz w moje źrenice
Widzisz? Nie?
I bardzo dobrze, bo więcej nic w nich nie zobaczysz.
Nic, prócz pogardy i obrzydzenia

Spłoniesz, rażony płomieniem
Będę zatracać się w Twoim bólu
Nie znałeś mnie takiej?
Wcale mnie nie znałeś...

W ostatniej chwili Twojego marnego życia
Zerknę w te przestraszone ślepia
I zobaczysz uśmiech na mojej twarzy
Wyjdę, by już nigdy nie wrócić.




Nie znałeś.
Nie znałaś.
I znać nie będziecie.
Ciągłe walki...
09:52 | Author: Fairth
Skulona na skale
zwinięte skrzydła, podwinięty ogon
spuszczona głowa
wsłuchana w szum fal
zapatrzona poza horyzont
szukam wytchnienia
ciszy, spokoju

Wiatr rozwiewa złe myśli
słońce osusza łzy
deszcz przynosi ukojenie
dla rozżarzonej skóry

Uzbrojona jedynie w nadzieję
Z tarczą poskładaną z uczuć
Rozpościeram skrzydła....
głęboki oddech
potem drugi
i rzucam się w przepaść
by potem wznieść się pod niebiosa

Ruszam do walki
Najważniejszej w moim życiu
Być może ostatniej
O własną duszę.



...............................

Nie.
Nie o duszę.
O życie.
Ciągłe walki.
Ile jeszcze???
Zabawne.

Jak wiele z tych wierszy które pisałam kiedyś można odnieść do obecnej sytuacji.
Nie ma mnie....
09:20 | Author: Fairth
Książka rzucona gdzieś w kąt
kartka wirująca na wietrze
kosmyk włosów niedbale opadający na oko
przymknięte oczy dające do zrozumienia
że nie jesteś mile widzianym gościem
............
i dopiero po chwili dostrzeżesz
czerwień wsiąkającą bezlitośnie w dywan
nie ma mnie, nie ma dla nikogo
odejdź i pozwól zasnąć
Nec tecum possum vivere, nec sine te...




W ciemnej, wilgotnej jaskini. W najdalszym i najciemniejszym jej kącie. Z dala od wszystkich i wszystkiego. Zamykam powoli oczy. Ciężkie powieki ukrywają bezradne spojrzenie.
Chłodzę rozgrzane ciało o zimne skalne ściany. W nic już nie wierzę. W nic.

Wegetacja.



Niech to się wreszcie skończy.






Fajna piosenka... ale niech nie przestaje padać.
Niech zmyje wszystko.
To już zakrawa na obsesję. I to dość poważną.
Co mam zrobić żeby się jej pozbyć?? Wiem co...


deszcz
deszcz
deszcz
deszcz

niech pada


kolejny spacer?








Wszystkim i niczym ...
10:47 | Author: Fairth
Rozwiane włosy. Przyśpieszony oddech. To nic, że kamienie kaleczą bose stopy. To nic, że zimne krople bezlitośnie smagają policzki. Biegnę wzdłuż ścieżki. Ścieżki mojego życia prowadzącej nieuchronnie w jednym kierunku. Nie zważam na nic. Nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Po spełnienie. Kim więc jestem? Motylem przysiadającym na pobliskim kwiecie. Mrówką drążącą nieustannie korytarze. Wiatrem poruszającym liśćmi. Rekinem pożerającym jakąś niewinną rybę. Falą powodziową zalewającą dorobek życia. Promieniem Słońca łagodnie budzącym ze snu. Poświatą księżyca w pełni. Szeptem matki utulającej swe dziecko. Krzykiem cierpiącego. Miłością jedyną. Spełnioną. Przeklętą. Kobietą uwodzącą wybranka. Mężczyzną oddającym życie za ukochaną. Dzieckiem odważnie stawiającym pierwsze kroki. Tobą. Sobą. Początkiem. Końcem. Wszystkim. Niczym.



- Zmieniło się coś od tamtego czasu?
- Już nie biegnę. Spokojnie idę i czekam na kolejne lekcje.