Wystarczy po przezroczystości szkła Przesunąć delikatnie srebrną dłonią Artysta – właśnie po to tworzy lustra Byś mógł odnaleźć siebie w ich toni
W iluzji kryją się pierwiastki zła Lecz wierzysz lustrom, bo tak wypadło Sobowtór już wykrzywia swoją twarz I twoją duszę kradnie ci zwierciadło
Jakże łatwo skaleczyć się o brzeg O ostrą krawędź, jak to bardzo boli. A lustro szepcze: nie rozbijaj mnie... Zlizujesz krew ze skaleczonej dłoni.
Grząski, okrutny bywa odbić świat Uwolnić chce się, pożegnać z lustrami. I może wkrótce przyjdzie odbić czas, Potworny czas – lustra zawładną nami.
I wyrwie się na wolność cały legion Fałszywych odbić i fałszywych dusz. Ciekawe, kto z nas wtedy przegra... Słychać brzęk szkła... Hej, zagrajcie tusz!
Nigdy, przenigdy nie rozmawiaj, Nigdy, przenigdy się nie uśmiechaj Wiedząc, że me życie nie będzie już takie, jak przedtem Nigdy, przenigdy nie dotykaj, Nigdy, przenigdy nie czuj Nigdy już nie usłyszę, jak wymawiasz me imię...
"If you can, lay with me Count the stars at night I don't know much astrology For you they shine so bright Make a plan, stay with me It could be so right Just one day, I can make it better"